Rok na diecie wegańskiej – przemyślenia, podsumowanie i wpadki

Niedawno obchodziłam pierwszą rocznicę przejścia na dietę wegańską. Było to dokładnie 5 czerwca 2018. Uff, jak ten czas szybko leci. Nawet jakoś specjalnie nie odliczałam do tego dnia. Muszę szczerze powiedzieć, że jestem bardzo dumna z siebie. W tym czasie starałam się też szukać i stosować wegańskie, naturalne kosmetyki oraz w miarę możliwości kupować wegańskie ubrania. Jak mi poszło? Oczywiście, nie ominęły mnie wpadki ale o tym za moment. 

 


Co jadłam przez rok na diecie wegańskiej?


 

Przez ten rok poznałam mnóstwo pysznego, nowego jedzenia. W pierwszych miesiącach nie było łatwo. Pisałam o tym trochę na blogu we wpisie dlaczego przeszłam na weganizm. Ogromna ilość warzyw, którą zaczęłam jeść spowodowała, że mój metabolizm zwariował i szalenie przyspieszył. Mogłam jeść non stop i cały czas byłam głodna. Czułam się jakbym od nowa musiała nauczyć się jeść. Na diecie tradycyjnej, na obiad, z reguły jadłam mięso z makaronem lub ryżem a warzyw w ciągu dnia była dosłownie garstka. Czasem ograniczało się to do trzech plasterków ogórka na kanapce.

Kiedy przeszłam na dietę wegańską w pierwszych miesiącach jadałam dużo nowych połączeń smakowych, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak fasola czarna, która jest niesamowicie zdrowa i smaczna. A hummus i pasztety z cieciorki stały się moim przysmakiem. Wcześniej bardzo rzadko jadłam ciecierzyce a teraz nie potrafię bez niej żyć. Lubię ją w każdej postaci i o każdej porze dnia. Szczególnie taką pieczoną z ostrą i wędzoną papryką, posypaną czosnkiem i polaną oliwą z oliwek. Pychotka! 

Poznałam masę różnych przypraw, dzięki którym można odtworzyć praktycznie każde mięsne danie. Kwestia tylko odpowiedniego połączenia i fasolka po bretońsku bez kiełbasy ale o jej smaku, gotowa. Magia smaku mięsa tkwi właśnie w przyprawach. Gdyby nie rośliny, nie sądzę żeby nawet największy mięsny twardziel chciał zjeść pierś kurczaka na surowo bez przypraw. Fujka straszna! Przyprawy to smak i moc, bo większość z nich ma właściwości lecznicze. Dlatego trzeba sypać ile wlezie

Szczególnie odkrywczy dla mnie był czas świąteczny. Święta Wielkanocne jak również Boże Narodzenie obfitowały w dużą ilość jedzenia (teraz to się popisałam – przecież to nic odkrywczego ). Szukałam pomysłów na wege wersje tradycyjnych, polskich, świątecznych dań. Oczywiście wcześniej nie miałam zielonego pojęcia, że istnieje coś takiego jak seleryba po grecku, która tak niesamowicie przypominała rybę, że ja nie mogłam jej jeść, bo mi się zbierało na wymioty (wybacz). Mam ogromną awersję do ryb, sam zapach jakoś mnie odpycha – nie wiem dlaczego. W każdym razie Kamil (mój narzeczony) się zachwycał, tak samo jak mięsna część mojej rodziny. Za to pasztety i wegańska pieczeń były znakomite. I chyba pierwszy raz w życiu nie czułam tego uczucia przejedzenia i ciężkości w żołądku. Święta były super pyszne!

Po roku, dieta wegańska jest dla mnie tak samo naturalna jak mycie zębów. Nie widzę już innej możliwości. Nie tęsknie za niczym co mięsne i serowe. Posiłki przygotowuję krócej. Większość mogę zjeść na surowo a te, które trzeba ugotować nie wymagają specjalnie długiego czasu. Pomyśleć, że kiedyś nie lubiłam gotować a teraz sprawia mi to ogromną przyjemność. 

 


Białko i żelazo – jadłam tego za dużo


 

Na początku wegańskiej diety skupiłam się na białku. Próbowałam zastąpić je jak najlepiej, bo wydawało mi się, że jeżeli będzie go za mało to nabawię się jakiś niedoborów. Oczywiście byłam w błędzie. W efekcie zdecydowanie przesadzałam z jego ilością. W konsekwencji mój metabolizm zwolnił i byłam ospała. W następnych miesiącach zaczęłam dostarczać go w odpowiedniej ilości i skoncentrowałam się na tym żeby zapewnić organizmowi optymalną ilość witamin i minerałów. Co miało zdecydowanie lepsze przełożenie na moje samopoczucie oraz na wyniki badań. Często, osoby, które dowiadywały się, że jestem na diecie wegańskiej pytały – „A jak tam poziom żelaza? Pewnie masz anemię.” Moje żelazo ma się wspaniale i też byłam w szoku, że jest go więcej niż kiedykolwiek. 

 


Ile schudłam i dlaczego tak mało?


 

Chciałabym jeszcze poruszyć kwestię spadku wagi na diecie wegańskiej. Wiele osób pyta właśnie o to czy na diecie roślinnej schudną. Odpowiadam wtedy, że nie wiem. Ja nie schudłam jakoś diametralnie. Było to raczej niezauważalna strata 2 kg, nie wpłynęło to na wygląd. Nie zależało mi na tym żeby schudnąć. Nie mam problemu z wagą, utrzymuje się na stałym poziomie. Jednak myślę, że osoba, która ma nadmiar kilogramów szybko je zrzuci na wege diecie. Kwestia tylko tego czy będzie jeść zdrowo czy nie. Wegański fast food to też często spotykane zjawisko i można wpaść w takie jedzenie.

 


Kosmetyki – poszukiwania wegańskich marek


 

A jak mi poszła zmiana kosmetyków na te wegańskie? Hm..myślę, że nawet nieźle. Chociaż moim wyznacznikiem są marki, które nie testują na zwierzętach a dopiero w dalszej kolejności wegańskie. Firm cruelty-free (wolne od okrucieństwa) jest całkiem sporo, więc jest w czym wybierać. Natomiast CF nie zawsze idzie w parze z weganizmem. Żeby marka była wegańska musi spełnić szereg restrykcyjnych warunków. No i łatwo się naciąć na podrobiony lub wymyślony przez markę znaczek vegan na opakowaniu. 

Używam szamponu do włosów i mydła w kostce Alterry oraz oliwki pod prysznic Isany (wegańskie marki z Rossmanna). Po prysznicu zazwyczaj smaruje się masłem do ciała Organique. Po roku poszukiwań odkryłam świetny, wegański antyperspirant marki Schmidt’s. Jest genialny, pięknie pachnie i utrzymuje się bardzo długo. Natomiast, cały czas szukam idealnej, wegańskiej pasy do zębów i kremu do twarzy. 

Kosmetyki kolorowe – tutaj panuje totalny minimalizm. Trochę jestem ignorantką w tym temacie i bardzo sporadycznie się maluję. Może raz na dwa tygodnie. Serio. Obecnie używam: podkładu z wegańskiej linii marki AA, tuszu do rzęs, pudru matującego i bronzera z Essence. I to tyle.

 


Ubrania – czy nosiłam zwierzęcą skórę?


 

Cały czas mam w swojej szafie kaszmirowe swetry, skórzane buty i jedwabną piżamkę. Nie jestem w stanie ich wyrzucić. To są świetne rzeczy, używam ich od lat i cały czas dobrze się mają. Myślę, że wyrzucenie tych ubrań byłoby bez sensu. To jeszcze nie ten etap. Natomiast staram się nie kupować ubrań, które mają w składzie coś odzwierzęcego. Jeżeli chodzi o etyczne marki – cały czas szukam. Co prawda, nadal  moim ulubionym sklepem jest second hand i to tam kupuję 90% moich ubrań. W tym roku jest tego bardzo mało. Pozostałe 10% to H&M, staram się korzystać z etycznej serii Conscious. Chociaż, nie zawsze te ubrania mi się podobają. 

 


Wpadki popełnione przez rok na diecie wegańskiej


 

I teraz ta część, na którą czekają wszyscy hejterzy i krytycy. Wpadek po roku na diecie wegańskiej było kilka. Dwa razy zjadłam owsianego omleta z jednym jajkiem. Raz, nie czytając składu, kupiłam sucharki, w których było masło. Na ślubie przyjaciół zjadłam pieroga o nieznanym mi składzie, prawdopodobnie był tam jakiś ser. Raz zjadłam trochę zwykłych lodów, bo mamie pomyliły się miseczki a lody miały identyczny kolor. Cały czas jem miód i nie wiem czy kiedyś z niego zrezygnuje. To tyle z rzeczy, których byłam świadoma. Myślę, że było coś jeszcze co uchodziłoby za wegańską wpadkę, natomiast było poza moim zasięgiem sprawdzenia. Mam tylko nadzieję, że znajomi i rodzina, którzy dawali mi coś do jedzenia nie oszukiwali. Kochani, jeżeli to czytacie to wiedzcie, że nadal o tym nie wiem

 

Mój rok na diecie wegańskiej był bardzo dobrym rokiem. Rokiem nowości, poznawania smaków, szukania swojej drogi i dobrych wegańskich kosmetyków. Daleko mi do ideału i bycia 100% wege. Cały czas podtrzymuje swoje zdanie, że nie da się być weganinem bezwzględnie. W dzisiejszym świecie, niektóre warunki nawet ku temu nie sprzyjają. Świat idzie do przodu, ludzie zmieniają zdanie, zwiększa się świadomość ale to nadal za mało żeby być wege na całego. Czasem po prostu się nie da. Ważne żeby starać się i iść swoją własną wyznaczoną drogą. Tak jak nam wygodnie i taką, która jest dla nas moralna, etyczna i najważniejsza. 

 

Gratuluje, udało Ci się przeczytać całość. Dziękuję, za Twoją wytrwałość i ciekawość. Dobrze mieć takich czytelników. Ten wpis wymagał ode mnie takiego rozpisania. Było mnóstwo kwestii do poruszenia i omówienia. To też taka forma spisania wszystkiego co udało mi się doświadczyć przez ten rok nowego stylu życia i przyznać się do porażek. Przyznanie się do nich nie było łatwe. Ważne, że czegoś się nauczyła i wyszłam z tych sytuacji mądrzejsza. 

Ściskam, do następnego 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.