Jak nauczyłam się pływać?

Na początku ubiegłych wakacji postanowiłam wybrać się na basen. Od lat na nim nie byłam. Weszłam do wody i przekonana o tym, że przecież potrafię pływać „żabką” zrobiłam kilka ruchów rękami i nogami. Prawda okazała się jednak brutalna. Płynęłam ale w miejscu! Jak już udało mi się ruszyć, to w połowie basenu myślałam, że umrę z przerażenia. Woda była taka głęboka a ja zapomniałam jak się oddycha. Do dryfowałam do krawędzi basenu, po tej głębokiej stronie, rozejrzałam się i stwierdziłam, że to ostatni raz kiedy czuję się tak okropnie.

Od czego zacząć?

Zacznijmy od tego, że po raz pierwszy na basen zabrał mnie tata. Było to jakoś w podstawówce. To wtedy nauczyłam się pływać tą, nie do końca poprawną „żabką”. Dopiero w minione lato okazało się, że pływam technicznie źle. Moja głowa znajdowała się całkowicie nad wodą. Technika ta (jeżeli można w ogóle  nazwać ją techniką) była bardzo obciążająca dla odcinek szyjnego kręgosłupa.

Skoro już doszłam do tego, że wcześniej nauczyłam się pływać błędnie, to pozostało tylko skorygować pewne rzeczy. Wszystko byłoby prostsze jakbym zdecydowała się na trenera pływania. Nauka szła by szybciej i miałabym informację zwrotną czy robię jakieś postępy. Ostatecznie stwierdziłam, że do tego zadania podejdę najbardziej ambitnie jak się da i nauczę się SAMA. W końcu, od czego są książki, blogi i filmiki na YouTube ;)?

Pierwsze trzy razy to była katastrofa przez gigantyczne K. Z basenu wychodziłam podłamana i totalnie zrezygnowana. Jedyne co udało mi się opanować przez pierwsze lekcje to pływanie z deską. Był to mój mały sukces. Uczyłam się odpowiedniej pracy nóg. Styl klasyczny jest o tyle trudny, że wszystkie ruchy należy wykonywać w zsynchronizowanej kolejności. Podczas podwijania nóg trzeba wykonać rękami, jak to się pięknie nazywa, oburęczny wymach boczny rąk ;). Natomiast przy wykopie nóg ręce są wyprostowane. I ta głowa! Kiedy ręce są wyprostowane a nogi „kopią” wodę, głowa leci do wody. I to było dla mnie największe wyzwanie. Po tych trzech lekcjach z deską, nastąpiła nauka oddychania i zanurzania głowy. Jakie to było trudne! Panikowałam, że się duszę i topię. Zdecydowanie była to najtrudniejsza rzecz do nauki.

Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej.” -Henry Ford

Nauka zanurzania głowy do wody

Jak już wcześniej wspomniałam filmiki na YouTube to ogromna pomoc w nauce wszystkiego. Naoglądałam się ich mnóstwo i w teorii wydawało się, że to jest przecież takie proste. Łapiesz wdech, zanurzasz głowę, wydychasz powietrze przez nos i wynurzasz się. Banał. No dobra. Wchodzę do basenu, po tej płytkiej stronie, bo psychicznie jest mi lepiej, biorę wdech, zanurzam się i…panika. Najgorsze w tej panice jest to, że: po pierwsze – jest trudna do kontrolowania, po drugie – przez to, nie można myśleć i za każdym zanurzeniem głowy, łykałam wodę razem z powietrzem. Skutkowało to zachłyśnięciem i jeszcze większą paniką. Błędne koło. I co dalej? Przecież się nie poddam, no nie ma mowy. W końcu przypomniałam sobie słowa trenera (tak tego z YouTuba): „SPOKOJNIE! Ale tak naprawdę spokojnie!” I dotarło. Wzięłam wdech, zanurzyłam głowę, wypuściłam powietrze przez nos, wynurzyłam się i tak ze sto razy. I udało się! Najważniejsze w tym wszystkim jest opanowanie i przełamanie się. Uświadomienie sobie, że przecież nic złego się nie dzieje. Tego dnia, drugą połowę treningu pływania, poświęciłam na to samo ćwiczenie tylko w ruchu i z deską. Do dziś jak łapie mnie kryzys i głowa nie chce się przełamać, chwytam za deskę lub staję na płytkiej wodzie i robię kilka oddechów. To mi pomaga uspokoić się i oswoić z wodą.

Kiedy już pojęłam tą tajemną moc zanurzania głowy do wody i odpowiedniego oddychania przyszła pora na naukę pracy rąk, odstawienie deski na bok i szlifowanie technicznych rzeczy takich jak: wyleżenie i rozkładanie energii na poszczególne fazy pracy rąk.

Ile godzin trzeba poświęcić aby nauczy się pływać?

10 tysięcy godzin jak twierdzi w swojej książce Malcolm Gladwell. Oczywiście żartuję :). U każdego będzie to inna liczba. Wynik, zależy tutaj od wielu czynników. Między innym od tego czy wcześniej umiało się już trochę pływać i trzeba tylko co nieco doszlifować czy zaczyna się od początku. Myślę, że jeżeli jest się osobą kompletnie początkującą a kontakt z wodą ma się tylko pod prysznicem lub w wannie, to niezbędny będzie trener. Ten realny a nie YouTubowy. Nauczyłam się pływać w dwa miesiące. Na basenie byłam raz w tygodniu po godzinę treningu czyli ok. 10 godzin nauki. Wiadomo, nie pływam jak Michael Phelps. Ale z każdą godziną lepiej, pewniej i być może technicznie poprawniej. Przynajmniej tak ocenia mój zaprzyjaźniony pływak z latami praktyki w wodzie.

Podsumowanie

Jeżeli miałabym wskazać jedną rzecz, która jest najistotniejsza w całej nauce pływania to SPOKÓJ i przeczekanie kryzysów. Nie poddawanie się, tylko próbowanie dalej i dalej. W sumie te stwierdzenia można stosować zawsze, przy nauce każdej nowej czynności. Kluczem będzie dobranie odpowiedniej formy nauki. Jeżeli już coś tam potrafimy ale brakuje nam techniki i przełamania się, można spróbować z YouTubem, jak w moim przypadku. Natomiast, jak jesteśmy na początku drogi i najnormalniej w świecie boimy się wody, to polecam trenera, który na pewno ma jakieś ukryte sekrety poradzenia sobie ze strachem. I przede wszystkim, jeżeli robimy to po to, żeby nauczyć się poprawnie pływać i cieszyć się z aktywności fizycznej to nie popadajmy w techniczną paranoję. Przecież, nie startujemy na igrzyskach olimpijskich.

Mam nadzieję, że kogoś zmotywowałam do tego żeby się przełamać i zanurzyć głowę do wody. To nic strasznego a pod powierzchnią nie kryje się potwór z Loch Ness. Ja to już wiem i mam nadzieję, że i Ty się przekonasz. Skoro ja nauczyłam się pływać to i Ty dasz radę!

Ściskam. Do następnego 🙃