Kawa z Sylwią RetroWife – cykl wpisów z inspirującymi osobami

Kolorowe włosy, retro stylówki, zerwanie z konsumpcjonizmem i świadome dbanie o planetę – to tylko kilka cech Sylwii Retro Wife, która wpadła do mnie na kawę.

Znamy się od 2007 roku. Przez ten czas miałam przyjemność patrzeć jak się zmienia i wybiera swoją życiową drogę. Zgodziła się opowiedzieć m.in. za co pokochała styl retro, czy kolorowe włosy to powód do dumy, dlaczego segreguje śmieci i czy musi spotkać nas życiowa tragedia żebyśmy dostrzegli, że nie warto tak pędzić. 
 
Nie przedłużając, jedziemy!  
 

Kryształowa kula zdradziła mi, że w czasach licealnych byłaś metalówą, nosiłaś glany, miałaś czarne włosy do pasa i słuchałaś mocnej muzyki. Aż trudno w to uwierzyć patrząc na Twoje eteryczne sesje zdjęciowe, pełne zwiewnych i delikatnych sukienek. Pamiętasz moment, w którym zakochałaś się w stylu retro, a glany poszły w odstawkę? 

Pierwsze myśli o zmianie stylu przyszły do mnie wraz z pojawieniem się w moim życiu syna. Szukałam siebie i stwierdziłam, że już najwyższa pora zrezygnować z ubierania się tylko na czarno i zacząć być kobietą. Wszystko zaczęło się od stylu pin-up. Po pewnym czasie zorientowałam się, że błędnie go interpretuje i nie do końca mi pasował. Miałam etap tandety i boomu kolorystycznego. Nie wiedziałam jak łączyć ze sobą kolory. Do żółtego golfa dobierałam czerwone rajstopy, a oczy malowałam zielonym brokatowym cieniem. Ah, to były czasy . Z jednej strony z politowaniem patrzę na te stylizacje, a z drugiej cieszę się, bo ten etap poszukiwań i błędów sprawił, że doszłam tu gdzie jestem teraz. Wciąż słucham ciężkiej muzyki i mam słabość do czarnego, jednak w takim wydaniu nie czułabym się sobą. A glany? Cóż, to dobre i wytrzymałe buty. Nosiłam je jeszcze długo po tych wszystkich rewolucjach modowych. Dopiero dwa lata temu się ich pozbyłam, ale nadal zostały w rodzinie. Oddałam je młodszej siostrze za opiekę nad moim synem. 
 

 

Po czarnych i długich włosach nie ma już śladu. Za to na Twojej głowie możemy obserwować intensywne kolory i niecodzienne fryzury. Nie tak dawno pamiętam Cię w różowych. Czy to był pierwszy tak odważny kolor na włosach? 

Pierwszym kolorem na mojej głowie był czerwony. Nietuzinkowy, ale akceptowany społecznie. Wiele kobiet nosi różne odcienie czerwonego. Później były różowe, niebieskie i teraz fioletowe. Jest jeszcze kilka kolorów, które mi się podobają i chciałabym wypróbować. A później, pomału wrócę do swojego naturalnego. 
 

Dlaczego zdecydowałaś się na kolorowe włosy?

Niektóre osoby z mojego otoczenia twierdzą, że kolorowe włosy to w pewnym stopniu przejaw buntu. A prawda jest taka, że po prostu podobają mi się takie fryzury. Nie ma w tym żadnej filozofii.
 

Czy spotkałaś się z jakimiś komentarzami na temat włosów? 

W kolorowych włosach zarówno fajne jak i nie jest to, że widzisz reakcję ludzi, których mijasz na ulicy. Nie dziwię się, że ludzie się na mnie patrzą, bo nie dość, że jestem inaczej ubrana to jeszcze mam „dziwne” włosy. Sama bym się patrzyła, chociażby przez pryzmat tego – Kurdę! Jaki ta dziewczyna ma fajny kolor, może sobie taki zrobię! . Przydarzyła mi się sytuacja, którą dobrze zapamiętałam, bo poprawiła mi humor na cały dzień. Szłam do pracy, w pewnym momencie zaczepiła mnie starsza pani z radosnym okrzykiem – „Jaki ma pani piękny kolor włosów!” 
 

Starsza? 

Tak, dobrze usłyszałaś, starsza. I to jest świetne. Niestety, nie zawsze są pochlebne komentarze. Krytyczne uwagi dotyczące kolorowych włosów słyszę najczęściej od młodych ludzi. To jest normalne, że ktoś komentuje, myśli sobie różne rzeczy, nie zawsze takie jakbyśmy tego chceli, ma do tego prawo. Niektórzy potrafią to przemilczeć i nie ranić drugiej osoby, a inni z zawiścią i premedytacją oceniają, dodając kąśliwe uwagi. 
 

 

Skąd czerpiesz inspirację na stylizacje?

Najczęściej z Internetu, książek, filmów. Przeglądam bardzo dużo starych zdjęć i prasy z dawnych lat. Kiedy oglądam filmy i seriale zwracam dużą uwagę na kostiumografię. Ostatnio świetną książkę wydała Karolina Żebrowska – Polskie piękno. Sto lat mody i stylu, w której opisuje nie tylko jak ubierały się kobiety w dobrych domach, ale też w klasie robotniczej, a to jest w takich lekturach pomijane. Książki to kopalnia wiedzy i inspiracji. Często wspominam moje babcie. Jedna – zawsze zwracała uwagę na buty i schludność. Uwielbiałam słuchać jak opowiadała o ubrania. Druga – nigdy nie mogła pogodzić się z tym, że kiedyś ubierałam się na czarno, słuchałam metalu i chodziłam w glanach. Zawsze powtarzała, że: „Dziewczynka nie powinna słuchać takiej muzyki.” Jej stroje podziwiałam i inspirują mnie do dziś. Myślę, że obie babcie byłby ze mnie dumne. 
 

Gdzie najczęściej kupujesz takie retro perełki?

Zazwyczaj są to ubrania z drugiej ręki. Trzy czwarte rzeczy kupuję przez Internet najcześciej na portalu Vinted. Lubię też zaglądać do grup tematycznych na Facebooku i tam upolować coś od retro dziewczyn. Rzadko robię zakupy w secondhandach. Teraz w ogóle kupuję mało, bardziej staram się pozbywać rzeczy. 
Bardzo sporadycznie kupuję ubrania nowe, głównie bieliznę. Największą radość sprawia mi, kiedy znajdę coś co jest konkretnie vintage, a nie stylizowane na dawne lata. Chociaż staram się nie wpadać w takie błędne koło jak kiedyś, że MUSZĘ! to mieć, bo to jest perełka i na pewno mi się przyda! To skutkowało zakopaniem się w tych wszystkich rzeczach. Teraz moje zakupy są bardziej przemyślane. Zwracam uwagę na jakość, bo nie wymieniam garderoby często. Lubię swoje retro klimaty i myślę, że przez następne lata to się nie zmieni.
 

Myślę, że to pytanie zadaje większość Twoich czytelniczek – czy ubierasz się tak na codzień, czy to tylko stylizacje do sesji zdjęciowych? 

Nie, to nie jest tylko stylizacja do sesji. Rzeczywiście chodzę tak ubrana na codzień. Nie jest to jeden do jednego jak na sesjach zdjęciowych, bo na przykład nie zawsze chodzę w toczku. Najlepsze reakcje są wtedy, kiedy ktoś widzi mnie w spodniach – O jejku! Ty masz na sobie spodnie?! Odpowiadam wtedy: Tak, chodzę czasem w spodniach. Mało tego – chodzę nawet w dresach! – chociaż zdarza się to sporadycznie. Do codziennych stylówek staram się dodać jakieś retro akcenty w postaci broszki, apaszki czy butów. 
Do sesji stylizacje są dopieszczone. Skrupulatnie wybieram elementy stroju i łącze w całość. Wszystko ma ze sobą dobrze wyglądać i prezentować się na zdjęciach. Na codzień jestem kobietą pracującą, matką i żoną. Mam obowiązki domowe i nie mam czasu się tak starannie malować i czesać jak na sesje. Wolę rano pospać 30 minut dłużej, niż kręcić włosy czy upinać koki. Trzeba wziąć pod uwagę, że kobiety w tamtej dekadzie nie pracowały, zwłaszcza te z dobrych domów i miały mnóstwo czasu na staranne dbanie o wygląd i stój. 
 

 

Patrzę na Twoją szafę i widzę, że wcale nie jest ogromna. Pisałaś na blogu o tym, że powiedziałaś konsumpcyjnemu stylowi życia głośne NIE!  Ile czasu minęło od kiedy zorientowałaś się, że rzeczy zaczynają wchodzić Ci na głowę

Wiedziałam to już od momentu, kiedy zaczęłam kupować w lumpeksach, czyli mniej więcej od liceum. Myślenie – coś jest tanie, kosztuje 3 zł, więc mogę tego kupić dużo, bo przecież nie szkoda pieniędzy – jest bardzo zgubne. Kilka razy w roku robiłam przegląd szafy, wkładałam ubrania do worków i wywoziłam potrzebującym. Teraz jest inaczej. W końcu doszedł do mnie ten głos rozsądku i zaczęłam bacznie przyglądać się temu co kupuję. Pierwsze były ubrania i przepełniona szafa, później sprzęty elektroniczne i gadżety kuchenne. Stwierdziłam, że przecież nie potrzebuję jakiegoś najnowszego sprzętu, skoro ten co mam dobrze mi służy. Dziś wolę odłożyć pieniądze i gdzieś jechać, coś przeżyć, niż dokładać cegiełkę do konsumpcji. Ostatnio na urodziny pojechaliśmy z mężem do Krakowa. Moim prezentem był wyjazd i warsztaty retro fryzur. Zapamiętam to dłużej niż kolejną materialną rzecz.  
 

Razem z mężem i synem segregujecie śmieci i świadomie dbacie o planetę. Czy to dzięki zerwaniu z konsumpcjonizmem bardziej otworzył Ci się oczy na losy planety? 

Nie. To działo się na dwóch różnych płaszczyznach, choć w jednym czasie, ale jedno nie wynikało z drugiego. W moim życiu zawsze przewijał się temat ekologii i ochrony środowiska. W końcu byłyśmy razem w liceum w klasie biologiczno-chemicznej i z racji miliona godzin z Panią od biologii ten temat zakorzenił się w mojej głowie na dobre. Nigdy jakoś głęboko w to nie wchodziłam – trzeba segregować śmieci i tyle. Rzeczą, która mnie uderzyła i przeraziła były zdjęcia wyspy śmieci. Z każdej strony atakowały mnie informacje o zwierzętach pływających w plastykowych torebkach. A już szalę goryczy przelał wieloryb, z którego wyciągnięto 30 paczek worków na śmieci. Ogromnie mnie przeraziło – co my robimy sobie i jaką planetę zostawimy dla przyszłych pokoleń. Zdjęcia były tak drastyczne, że aż mi się płakać chciało – a rzadko to robię. Od tego momentu zaczęłam przykładać większą wagę do segregacji np. myć śmieci zanim je wyrzucę. Opowiadam moim znajomym o prawidłowym segregowaniu śmieci,  choć niektórzy patrzą się na mnie z politowaniem. Zaczęłam też zwracać uwagę na to w jakich opakowaniach kupuję produkty, czy jest to szkło czy plastik. Wezmę coś w szklanym pojemniku, chociaż jest droższe, ale mogę to powtórnie wykorzystać na przykład do przetworów. Czasem nie kupuję sobie jogurtu, bo stwierdzam, że to jest jakaś moja zachcianka i nie chcę produkować kolejnego plastikowego opakowania.
 
Nie jestem osobą popadającą ze skrajności w skrajność i staram się szukać złotego środka. Ciągle się wszystkiego uczę, zadaje pytania ekspertom i pewnie popełniam błędy. Podobno jednostki zmieniają świat, więc staram się działać jako przykład dla syna, dziewczyn z pracy czy sąsiadki. Czytałam statystki, że w 2050 będzie w Oceanie więcej śmieci niż ryb. Nie chcę przykładać do tego ręki. 
 

Jesz mięso?

Tak. Daleko mi do weganizmu czy nawet wegetarianizmu, chociaż to nie jest tak, że bez mięsa nie umiem żyć. Przetrwałam na diecie dr Dąbrowskiej pięć tygodni i mięsa wcale mi nie brakowało. Jem dużo warzyw, ale z mięsa na razie nie będę rezygnować.  
 

 

Na swoim blogu, oprócz stylizacji i przemycenia historii mody z dawnych lat, piszesz felietony o życiu codziennym. Do mnie mocno trafiają. Jeden post zapadł mi szczególnie w pamięć. Mam na myśli ten zatytułowany „Zwolnij” – który opowiada o Twoim wypadku na rowerze. Pamiętam, jak wysłałaś mi zdjęcie ze szpitalnego łóżka z podpisem „Żyje.” Nadal twierdzisz, że chorobą XXI wieku jest chroniczny brak czasu? Jak jest u Ciebie po tym zdarzeniu – zwolniłaś?  

Tak, nadal twierdzę, że cierpimy na brak czasu, ze względu na słabą organizację życia. A czy zwolniłam? Tak, ale przychodzi to u mnie falami. Często łapię się na tym, że gdzieś pędzę i wtedy faktycznie zwalniam. Jak myślę o wypadku z perspektywy czasu? Był to jakiś znak, że skoro nie chciałam sama zwolnić to dostałam prztyczka w nos z góry z hasłem – Teraz będziesz musiała zwolnić! Miałam uszkodzoną rękę i nie mogłam pracować. Przed wypadkiem byłam skrajnie wyczerpana. Stałam nad pacjentem (Sylwia jest rehabilitantką) i leciała mi krew z nosa. Mimo takiego zmęczenia mówiłam sobie – Ja nie dam rady? Przecież jestem niezniszczalna!
 
Okazało się inaczej. Z wypadku na szczęście wyszłam bez większych obrażeń, oprócz posiniaczonego ciała i uszkodzonego nadgarstka nic więcej się nie stało. Takie wypadki gdzie rower spotyka się z samochodem kończą się tragicznie. Zauważyłam, że jak zaczynam gonić za czymś, to życie samo mnie spowalnia. Na przykład przez ostatni rok miałam problemy zdrowotne. Musiałam zwolnić, odpocząć i poszukać przyczyny. Mam wzloty i upadki z dążeniem do slow life, ale myślę, że jest o 50% lepiej. Zmieniły się moje priorytety – ważniejsze jest żeby spotkać się z przyjaciółmi, spędzić czas z rodziną, niż wypełnić grafik kolejnymi pacjentami. Przykre jest, że czasem musi wydarzyć się coś drastycznego żebyśmy przejrzeli na oczy i ustawili życie inaczej. Ta gonitwa nie jest nic warta, kiedy w ułamku sekundy możesz wszystko stracić.
 
W pewnym momencie, do pokoju wszedł mąż Sylwii, zadała mu szybkie pytanie – Lubisz segregować śmieci? Na co odpowiedział: „Nienawidzę! Bo ja w tym domu zmywam i muszę myć wszystkie pojemniczki do segregacji! Ale robię to.” 
 
Ciebie też zachęcam do segregacji. A Sylwii dziękuję, że znalazła czas na udzielenie mi odpowiedzi, zagranie w grę planszową, pyszne tosty ze szpinakiem i mnóstwo śmiechu. 
 
Ściskam, do następnego 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.