Fajne rzeczy stycznia 2019 – wysoka wrażliwość, Belfer, wegańskie schabowe, aromaterapia

Nowy rok stara ja, ale za to fajne rzeczy stycznia świeżutkie. 🙂

Końcówka 2018 i początek 2019 do najlepszych nie należały. Ciężko mi było pogodzić się z tym, że nic nie trwa wiecznie i spojrzeć na pewne sprawy pod innym kątem. Cały miesiąc zmagałam się z przygnębieniem i próbowałam odnaleźć w tej sytuacji sens i nadać jakieś znaczenie. Wiem, że dość tajemniczo to wszystko brzmi.
 
W każdym razie znalazłam w styczniu fajne rzeczy, które warto puścić w świat. To były umilacze miesiąca, dzięki którym moje myśli nie drążyły mózgu niczym kropla wody skałę. Miałam prawdziwą zagwostkę przy wyborze serialu, bo widziałam aż dwa GENIALNE!, jednak patriotyzm zwyciężył.
 
To co?
 
Fajne rzeczy stycznia 2019 zaczynamy… 
 

Książka – Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza – Elaine Aron N.


Od pewnego czasu dość mocno zgłębiam psychologiczne aspekty życia. Czytam, szukam, analizuję. Rozmawiam z różnymi osobami na temat szukania siebie, psychoterapii i szczęścia. W trakcie jednej z pogadanek Marcelina (ulepszalnia.pl) poleciła mi książkę „Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza.”, twierdząc, że muszę po nią siegnąć. Marcyśka miała rację. Czytając czułam się jakby autorka opowiadała moją historię.

WWO czyli wysoko wrażliwe osoby (lub HSP – highly sensitive people) czują mocniej, słyszą więcej i chłoną otoczenie niczym gąbka. Mają bogate życie wewnętrzne, intuicję poziom hard, która nigdy nie zawodzi, a empatii tyle, że starczyłoby dla 10 innych osób. Z takimi cechami osobowości żyje się ciężko, jednak da się nad nimi panować, a nawet uczynić z nich atut.

Książka Elaine Aron to prawdziwy skarb dla wysoko wrażliwych. Elaine jest psychoterapeutką i HSP. Prostym językiem opisuje sposoby radzenia sobie osób wysoko wrażliwych w społeczeństwie, które nastawione jest na sukces, rywalizację i ciągłe dążenie do doskonałości. Cieszę się, że książka wpadła w moje ręce na przełomie grudnia i stycznia, kiedy miałam „ten gorszy” czas. Była ukojeniem i spojrzeniem na siebie z innej strony. Wstęp do dalszego poszukiwania i odrywania swojej osobowości. Lekturę polecam również osobą, które w swoim otoczeniu mają wysoko wrażliwych. Dobra okazja poznać co siedzi w naszych głowach. 

Kontynuuje wypożyczanie książek z biblioteki. Polecam! Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza – Elaine Aron N.

 
Jeśli znasz tę książkę lub jesteś wysoko wrażliwą osobą to napisz proszę do mnie e-mail. Szykuję pewien projekt i będę potrzebować Twojej pomocy. 🙏
 

Serial – Belfer


Serial Belfer okupował listę „do obejrzenia” tygodniami. W styczniu, za jednym zamachem pochłonęłam dwa sezony. I co? Przepadłam. Genialny scenariusz, którego współautorem jest Jakub Żulczyk. Wszystko co Żulczyk napisze łykam jak pelikan. Co prawda był to jego pierwszy scenariusz, wcześniej nie miał do czynienia z pisarstwem telewizyjnym. Zrobił to na najwyższym poziomie. Tak, tak – to ten od ostatnio głośnego Ślepnąć od świateł. Reżyserem Belfra jest Łukasz Palkowski znany z takich produkcji jak Rezerwat, Bogowie czy obecnie kręconego serialu o adwokatce Chyłce – więc to nie mogła być klapa. Poza tym producenci dołożyli wszelkich starań w doborze obsady. Same gwiazdorskie nazwiska Maciej Stuhr, Magdalena Cielecka, Aleksandra Popławska, Łukasz Simlat i wiele innych.

Paweł Zawadzki (Maciej Stuhr)  – tytułowy Belfer – przyjeżdża z Warszawy do małego miasteczka uczyć licealistów języka polskiego. Wybór Dobrowic nie jest przypadkowy, głęboko związany z jego przeszłością. Chcąc odkryć prawdę podejmuje na własną rękę śledztwo, które będzie miało znaczący wpływ na jego dalsze życie. W pobliskim lesie, trójka przyjaciół znajduje ciało zamordowanej koleżanki Asi. To wydarzenie wywraca do góry nogami życie spokojnego miasteczka. Każdy z mieszkańców ma swoje tajemnice i nie przepada za obcymi. Zawadzki jednak próbuje wślizgnąć się w kręgi tutejszych i znaleźć rozwiązanie mrocznej zagadki. 
 
Serial dostępny na Canal +. Słyszałam takie plotki, że Canal + pozazdrościł HBO sukcesu serialu Wataha. Spięli pośladki i stworzyli REWELACYJNĄ historię.
 
 

Kosmetyk – Czarne mydło (Savon Noir) Nacomi 


Marka Nacomi jest jedną z moich ulubionych. Produkty, który przetestowałam zawsze wychwalam pod niebiosa. Tym razem wybór padł na czarne mydło (Savon Noir). Kosmetyk oczyszcza, złuszcza martwy naskórek działając jak peeling enzymatyczny i aktywuje procesy pozbywania się toksyn z organizmu. Możemy używać go na dwa sposoby – zmieszać z wodą i umyć twarz albo położyć jak maseczkę na ok. 10 minut.
 
Produkt 100% naturalny, wytwarzany tradycyjnymi metodami w Maroku. Zapach jest dość specyficzny, co nie każdemu będzie odpowiadać. Konsystencja przypomina galaretkę, dzięki czemu maseczka nie spływa po twarzy. Czarne mydło polecane jest osobą żyjącym w zanieczyszczonym środowisku (zima-Polska-smog-idealnie) oraz ze skłonnością do przetłuszczającej się skóry. Podobno można myć nim włosy. Wcześniej używałam czarne mydło innej marki, ale konsystencja mi nie odpowiadała. I tak bardzo żałuje, że to nie płatna reklama Nacomi 
 
Cena 14 zł – 100 ml

Jedzenie – wegańskie kotlety ala schabowe 


Od czasu kiedy przeszła na dietę roślinną w ogóle nie jadłam kotletów sojowych. W swoim życiu tylko raz miałam okazję je zjeść -fujka! Było to w czasach studenckich, kiedy robiłam pierwsze, nieudane podejście do diety wegetariańskiej.
 
Tym razem zachęcona zdjęciami wegańskich knajpek na Instagramie, dałam ostatnią szansę kotletom sojowym. Kluczem do sukcesu okazał się bulion warzywny! Przed smażeniem kotleciki trzeba namoczy w bulionie, co całkowicie zmienia ich smak. Reszta czynności pozostaje bez zmian – tak jak w przypadku mięsnych schabowych. Maczamy w  mleku (napoju roślinnym), obtaczamy w mące z dodatkiem soli kala namak, która ma jajeczny posmak i smażmy aż się zarumienią. Do tego ziemniaczane puree, mizeria i kompocik – polski, domowy obiad gotowy. Struktura kotletów sojowych do złudzenia przypomina schabowego. Postaram się wrzucić dokładny przepis. Pycha! 
 
 

Gadżet – Nebulizator do olejków eterycznych


Nebulizator to urządzanie służące do rozpylania olejków eterycznych. Długo mi zajęło zanim znalazłam ten odpowiedni. Swoją przygodę z aromaterapią zaczynałam – pewnie jak większość osób – od zwykłego kominka/podgrzewacza ze świeczką na dole. Kiedy zaczęłam zgłębiać temat okazało się, że po pierwsze takie podgrzewanie nie służy dobrze olejkom, a po drugie świeczki tzw. podgrzewacze to straszne świństwo.
 
Przy wyborze rozpylacza do olejków ważną kwestią było to, żeby jednocześnie NIE nawilżać powietrza w pokoju. Gdy wieszam pranie w mieszkaniu szybko pojawia się skroplona woda na oknach. Wolę uniknąć dodatkowego źródła wilgoci. Wszystkie wodne nawilżacze ultradźwiękowe odpadały. Niestety, są one na tyle popularne, że w sklepach internetowych jest ich całe mnóstwo. Nebulizator do działanie nie potrzebuje wody, ani podgrzewania. W środku, w tym drewnianym pudełeczku jest elektronika, a na górze szklane, solidnie wykonane naczynie, do którego wlewamy kilka kropel olejku. Włączamy urządzenie – po czym robi się całe zaparowane mgiełką olejku eterycznego. Działa 15 minut i tyle samo odpoczywa, a cała sesja aromaterapeutyczne trwa 120 minut.
 
O tym dziwnie nazywającym się gadżecie dowiedziałam się od Klaudyny Hebdy, która jest specjalistką od dbania o zdrowie naturalnymi metodami i wie wszystko o olejkach etycznych  Nagrała nawet filmik na YouTubie, który pomógł mi ostatecznie podjąć decyzję, że to właśnie nebulizator ze mną zamieszka. Jeżeli chcesz zająć się aromaterapią na poważnie, to nebulizator jest pro urządzeniem do tego. Cena takiego gadżetu jest trochę większa niż nawilżacza ultradźwiękowego, ale można dorwać go na promocji 
 
To już wszystkie fajne rzeczy stycznia 2019 roku.

Jakie fajne rzeczy towarzyszyły Ci w tym mroźnym miesiącu?

Ściskam, do następnego 

3 komentarze

  • Marcelina napisał(a):

    Za sojowe przybijam piąteczkę i Patrycja nie martw się, mi też zajęło trochę czasu na odkrycie maczania w bulionie 🙂
    Książki nie znałam, a już wiem, że byłaby dla mnie! Ostatnio sama zaczytuje się w książkach psychologicznych i staram oswoić między innymi swoje lęki, jak w końcu zrobić coś z towarzyszącym niestety często stresem 🙂

  • Kinga napisał(a):

    No nie, jak dałaś szansę kotletom sojowym, to chyba i ja dam 😀 Nie sądziłam, że one mogą smakować dobrze, to koszmar mojego wegetarianizmu lat nastoletnich 😀

    Też uwielbia Belfra! <3 Nie oglądałam drugiego sezonu, ale pierwszy naprawdę bardzo mi się podobał :).

    • Pattie napisał(a):

      Uff, jak dobrze, że nie tylko ja myślałam, że kotlety sojowe to okropieństwo 😀 Daj im szanse. Dobrze „zrobione” – namoczone, obtoczone i przyprawione są pyszne.
      Mam wrażenie, że drugi sezon Belfra jest jeszcze lepszy. Jak będziesz miała czas i wolną chwilę to obejrzyj i daj znać, co myślisz. Może tylko mi się tak wydaje. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.