Fajne rzeczy lutego – masło słonecznikowe, kodowanie informacji i wizja końca świata

Luty zdecydowanie nie był moim najlepszym miesiącem. Wynika to chyba z tego, że był krótki, pełen niewiadomych i psiej operacji. Uwierz mi spanie w jedynym pokoju z Alkiem (mój kochany pies, czarny cocker spaniel), który przez dwa tygodnie był posiadaczem plastikowego kołnierza, nie należy do najprzyjemniejszych. Dobrze, że w ciągu dnia mógł cieszyć się wolnością i biegać bez niego, bo chyba bym całkowicie osiwiała. Czasami wyglądało to komicznie, jak taka gapa na czterech łapach przemierzała domowe kąty w poszukiwaniu zabawki ale z drugiej strony ciągłe uderzanie psią głową w futryny, przyprawiało mnie o gęsią skórę. Wszystko jest już dobrze i dalej cieszymy się naszym slow życiem, chociaż w przypadku Alka to raczej ciągła gonitwa za Kongiem. Na szczęście było też trochę fajnych rzeczy, o których z chęcią poopowiadam. W końcu w życiu musi być jakaś równowaga, prawda? 
 
 

Serial Salvation (Ocaleni) 2017

 
Główną posiacią w serialu jest Liam – student prestiżowej amerykańskiej uczelni MIT (czyli taka amerykańska politechnika), który odkrywa, że za 6 miesięcy w Ziemię uderzy olbrzymia asteroida. Postanawia wraz z Dariusem Tanzem, milionerem, stworzyć tajny projekt, aby uratować planetę. Jestem przekonana, że jeżeli interesujesz się albo chociaż wiesz kto to Elon Musk, to znajdziesz w serialu wiele alegorii do jego pomysłów. Zaznaczam, że jest to serial z gatunku Sci-Fi i nie każdemu przypadnie do gustu. Jak już wiecie, ja uwielbiam takie klimaty gdzie dużo jest o nowej technologii i pomysłach przyszłości ale ten serial to nie jest jakieś wybitne dzieło, które MUSISZ obejrzeć. Fabuła jest ciekawa ale bardzo przegadana, zanim bohater coś zacznie robić to najpierw w trzech scenach o tym opowiada. Wszystko dzieje się bardzo powoli i wcale nie trzyma w napięciu, chociaż coś nie dawało mi wyłączyć tego serialu i musiałam dobrnąć do końca 1 sezonu. Oczywiście na zakończenie (jak w większości amerykańskich produkcji) został zastosowany cliffhanger, czyli nagłe przerwanie akcji w najważniejszym momencie co we mnie wywołuje reakcje: O NIE! Dlaczego?! I to jest jedyna trzymające w napięciu scena z całego sezonu. W każdym razie, serial mimo swojej mało dynamicznej akcji jest wart obejrzenia (ale jak już naprawdę nie ma nic innego na liście). 
 
 
 
 

Książka Włam się do mózgu – Radek Kotarski 

 
Książkę Radka Kotarskiego kupiłam w grudniu. Był to prezent od siebie dla siebie na Mikołajki. Przeczytałam ją dopiero w lutym, ale czytałam ją też przez cały styczeń. Mam wrażenie, że ta książka tego ode mnie wymagała żeby czytać ją rozdziałami, notować ważne informacje, przyklejać karteczki i wracać do podsumowań. Włam się do mózgu  jest wspaniałą książką, której brakowało na rynku wydawniczym! Znajdziesz w niej 13 metod, dzięki którym lepiej będziesz kodować informacje a zdobyta wiedza zostanie w Twojej głowie na dłużej, a może nawet na zawsze. Zaznaczam, że metody opisane w książce nie zostały wymyślone przez Radka! Są to przebadane naukowo metody, które zostały stworzone przez tęgie umysły tego świata ale nikt jeszcze w Polsce nie spisał ich w tak przystępny i ładny (cała szata graficzna książki niesamowicie cieszy oko) sposób. I co najważniejsze, te metody DZIAŁAJĄ! O tym jak to możliwe też dowiecie się z kart książki. Polecam gorąco! Popularyzowanie wiedzy nie jest łatwą sprawą natomiast Radosław Kotarki robi to w niezwykle lekkiej i prostej formie. Dodam, że książkę można dostać jedynie na stronie internetowej wydawnictwa Altenberg (które notabene założył Radek) i nie ma co czekać na promocję, bo takowych nie będzie. Jestem pewna, że zawarta w niej wiedza jest warta każdej złotówki i na pewno się nie przeterminuje. 
 
cena 49,99 zł 
 
 

Przeciwstarzeniowy krem do rąk Organique

 
Krem kupiłam przy okazji robienia innych zakupów na stronie marki i przyznam szczerze, że skusił mnie zapach. Każdy produkt Organique, który ma w sobie olejek z pestek winogron pachnie przepięknie. Ubóstwiam ten zapach! Niestety nie był on idealny na siarczysty mróz, którego doświadczyliśmy tej zimy. Nawet zawarte masło shea nie radziło sobie z moimi przesuszonymi dłońmi. Tak jak podaje producent, krem ma lekką konsytencję i bardzo szybko się wchłania, co dla mnie jest istotne gdyż większość czasu piszę na klawiaturze komputera i nie wyobrażam sobie, żeby była ona ciągle tłusta. Co do efektów zapobiegających starzeniu się skóry dłoni, to ja osobiście nie zauważyłam, żeby coś się zmieniło. Myślę, że to trochę mit z tym nazewnictwem kremów przeciwstarzeniowych lub przeciwzmarszczony. Jest to bardzo przyzwoity krem do rąk i sprawdzi się idealnie na wiosnę lub lato. A na przyszłą zimę, będę szukać czegoś innego. 
 
 
cena 28,90 zł
 
 

Masło czekoladowe KFD – Mr. Maseł Masełko Słonecznikowe Smooth 1 kg

 
To masło to moje odkrycie wszech czasów! Chociaż nigdy nie byłam wielką fanką nutelli to zdecydowanie polubiłam się z tym masełkiem. Kupiliśmy go na próbę jakoś w styczniu ale nawet nie zdążyłam go spróbować, bo mój Kamil wyjadł wszystko nim w ogóle zdążyłam zorientować się, że jakaś paczka przyszła. Marka KFD nie jest wegańska ale produkty, które kupujemy mają dobry skład i są w bardzo atrakcyjnych cenach. Znam ją jeszcze z czasów tych nie wegańskich i tych na siłowni (czyli lata świetlne temu). Od jakiegoś czasu mają w swojej ofercie zdrową żywność czyli właśnie jakieś masła orzechowe, oleje i inne mąki kokosowe. My głównie kupujemy masła orzechowe dla siebie i znajomych. Za takie masło zapłacimy 30 zł a nawet taniej, bo cały czas są na nie jakieś promocje i dostajemy je w kilogramowym opakowaniu! Omnomnom 🙂
 

 
Skład: miazga słonecznikowa (60%), błonnik z cykorii, rafinowane masło shea, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, emulgator (lecytyna słonecznikowa), substancja słodząca (sukraloza).
Cena 29,99 zł / 1000 g
 

 

Miejska Biblioteka Publiczna 

 
Moją ostatnią fajną rzeczą lutego jest biblioteka. Tak bardzo dawno nie byłam w bibliotece, że musiałam napisać e-maila do obsługi, z pytaniem w jaki sposób mam się zalogować na swoje konto. Tak, tak, to są właśnie te czasy kiedy do bibliotek pisze się maile a książki można zamówić jeszcze przed tym zanim ktoś je odda. To miejsce dołączyło do mojego zestawienia z racji tego, że uświadomiłam sobie jak wiele mamy w domu książek, do których już nigdy nie zajrzę a pieniądze, które na nie wydałam mogłam odłożyć na jakąś super podróż. I absolutnie nie neguję tu nikogo, kto kolekcjonuje książki, lubi mieć je w domu i wspierać autorów. Też lubię wspierać moich ulubionych autorów ale stwierdzam, że jednak wolę kupować wersje elektroniczne, no chyba, że są to książki do których wiem, że będę wracać po latach (jak np. Włam się do mózgu – Radka Kotarskiego). Nie zrozumcie mnie źle – w mojej biblioteczce domowej mam ok. 50 książek z czego 3/4 to coś czego już nigdy nie będę chciała przeczytać i sukcesywnie się ich pozbywam. Dlatego w lutym postanowiłam, że odświeżę konto w mojej bibliotece i zobaczę co tam mają ciekawego. No i przypomniałam sobie ten biblioteczny klimat, który tak bardzo kiedyś lubiłam. Polecam, zajrzyjcie do swojej biblioteki :). 
 
 
 
To już wszystkie moje fajne rzeczy lutego. Daj znać w komentarzu co było Twoim odkryciem minionego miesiąca. Z chęcią się dowiem co ciekawego wpadło do Twojego życia. 
 
Ściskam, do następnego 😃 
 
 
Przegapione wpisy z lutego: