Dlaczego przeszłam na weganizm?

przeszłam-na-weganizm
Chciałabym opowiedzieć swoją historię po co przeszłam na weganizm. Jakie są moje powody takiej decyzji oraz dlaczego zrobiłam to z dnia na dzień bez żadnych małych kroczków. 
Zaznaczę jeszcze, że od najmłodszych lat byłam niejadkiem i tak mi zostało do dzisiaj. Moja mama wspominając ten czas, zawsze podsumowuje to jednym zdaniem: „Pora jedzenia to była makabra”. Zdecydowanie jestem z tych osób, które jedzą żeby żyć a nie żyją żeby jeść.
 

Wegetarianin a weganin?

Na wstępie przybliżę co to jest weganizm i czym różni się od wegetarianizmu. Myślę, że to istotna kwestia, bo może nie każdy wie z czym to się je ;). 
 
Wegetarianin to osoba, która nie je mięsa jak również ryb (o czym niektórzy nie wiedzą) oraz produktów odzwierzęcych pochodzących z uboju tj. żelatyna i smalec.  
 
Weganin natomiast  to osoba, która nie je żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego. Oprócz mięsa wyklucza z jadłospisu nabiał, jajka i wszelki tłuszcz zwierzęcy. Dąży do wyeliminowania produktów pochodzenia zwierzęcego nie tylko ze swojej diety ale również z innych sfer życia tj. kosmetyki, ubrania.
 

Dlaczego przeszłam na weganizm?

Słuchając historii innych osób, jak to było u nich z tym całym weganizmem trochę się podłamałam. Podłamałam nie dlatego, że wszystko szło im jak z płatka tylko dlatego, że ta ich droga była spektakularna. Większość opowiada, że już od lat była na diecie wegetariańskiej i z biegiem czasu postanowiła pójść o krok dalej. U mnie sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej i nie jest taka fenomenalna. Pewnego dnia (dokładnie 5 czerwca 2017) postanowiłam z diety tradycyjnej przejść na weganizm. Tak od razu. Nie bawiąc się w robienie małych kroczków i eliminując poszczególne produkty pochodzenia zwierzęcego o mięsie nie wspominając. Co prawda miałam kiedyś trzy podejścia do diety wegetariańskiej ale każde kończyło się powrotem do starych mięsnych nawyków. Główną przyczyną tego zamieszania był ser. Ser, który bardzo lubiłam ale jednocześnie nienawidziłam, bo czułam się po nim strasznie źle. Napompowana jak balonik z helem. Nie było też jakiegoś przełomowego momentu. Za każdym razem jak zagłębiam się coraz dalej i dalej w temat weganizmu pojawiają się nowe rzeczy i zaganiania, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że dobrze robię. 
 
Włóż do kołyski z dzieckiem jabłko i królika. Jeśli ono zje królika i będzie bawić się jabłkiem, kupię ci nowy samochód.
– Harvey Diamond
 
Oglądałam sporo dokumentów (głównie na Netflix) oraz świetny wykład Garego Yourofskiego, który bardzo otworzył mi oczy na wszystko co dzieje się wokół mnie. Gary nie owija w bawełnę, nazywa rzeczy po imieniu. Czasami aż ciarki przechodzą po plecach słuchając pewnych porównań. Czytałam też kilka książek zanim w ogóle zdecydowałam się podjąć decyzję o zmianie odżywiania. I szczerze, na początku nie było łatwo. Zmiana nawyków żywieniowych nie jest taka prosta, tym bardziej jak jadło się 25 lat swojego życia mięso. 
 
Nie skłamie jeżeli powiem, że moje wcześniejsze odżywianie, wcale nie było jakieś super zdrowe. Co prawda nie jadłam przetworzonych produktów typu pizze mrożonki ale zdecydowanie brakowało w mojej diecie warzyw. Jadłam ich tyle o ile, żeby coś tam zielonego było na talerzu lub kawałek pomidora na kanapkę z trzema plasterkami salami. Wszystko zmieniło się o 180 stopni. Mięso zastąpiłam warzywami strączkowymi  które są bogate w białko, białą bułkę na razowy chleb a masło na awokado i orzechy. Zaczęłam pić dużo soków warzywnych i owocowych smoothie. I zupy! Moje ulubione zupy krem, które pochłaniam w ogromnych ilościach, dodając czasem ryż lub kasze. 
Okazało się coś nadzwyczajnego. Na świecie jest tyle pysznych warzyw, tyle soczystych owoców i tyle różnego rodzaju kasz, o których nie miałam pojęcia. I stała się rzecz, o którą bym siebie nigdy, przenigdy  nie podejrzewała. Zaczęłam lubić ziemniaki! Wcześniej zajmowały u mnie miejsce poniżej rankingu. W prawdzie, jem je sporadycznie ale te z wody, świeżutkie, posypane koperkiem to coś niespowicie pysznego.
 
Tak więc żyję bez tłuszczów, bez mięsa czy ryb, ale czyniąc tak czuję się całkiem nieźle. Zawsze wydawało mi się, że człowiek nie narodził się, aby być drapieżnikiem.
– Albert Einstein
 
Oczywiście na zmianie nawyków żywieniowych się nie skończyło. Zaczęłam wnikliwiej badać jakich kosmetyków używam w codziennej pielęgnacji oraz jakie ubrania, buty i dodatki noszę. Dowiedziałam się mnóstwo rzeczy na temat testowania kosmetyków na zwierzętach, że jest to zbędne i są inne alternatywy. Znalazłam ciekawe marki, które nie testują a ich składy są naturalny. Poznałam też świetną kobietę, która od roku mieszkała dosłownie pod moim nosem i jest moim beauty guru. Wiele mi wyjaśniła i zaszczepiła chęć do dowiadywania się więcej w tym temacie. Jestem jej ogromnie wdzięczna za to. 
Przestałam również kupować skórzane i wełniane rzeczy. Pewnie zastanawiasz się czy te, które już mam to wyrzuciłam lub oddałam? Otóż nie. Wszystko zostawiłam. Będę to nosić dopóki się nie zużyje. Ograniczyłam też kupowanie nowych rzeczy w sieciówkach do najpotrzebniejszego minimum ale o tym innym razem. 
 
Tak wygląda moja krótka historia. Przeszłam na weganizm z kilku powodów ale nie chciałam ich poruszać w tym wpisie, bo byłby bardzo długi. Planuję przedstawić je szczegółowo za jakiś czas.
Zachęcam do podzielenia się swoją historią wegańską lub wegetariańską. Z miłą chęcią poczytam Twoje doświadczenia.
 
Ściskam! Do następnego :)
  • Super! Gratuluję i zazdroszczę, ten krok (jeszcze…chyba?) przede mną, chociaż nie ukrywam, że z zapalonej mięsożerczyni robi się ze mnie coraz większa fanka warzyw :)

    Jeśli chodzi o sieciówki to u mnie sytuacja jest identyczna, jestem ciekawa Twojego wpisu! Pozdrawiam :)

    • Świetnie! Dla mnie to była ogromna zmiana, do której musiałam dojrzeć i zrobić wszystko z głową. Trzymam kciuki :)